Losy pulosa

Menu Close

Tag: góry (page 1 of 2)

Najpiękniejsza podróż

Będąc jeszcze w Potosí, przypadkiem natrafiam na poznanego podczas wspólnego zjazdu drogą śmierci, Alberto. Okazuje się zmierza w tym samym kierunku i wyjątkowo nasze plany pokrywają się, co pozwala nam na połączenie sił i wspólne zarezerwowanie wyprawy na Salar de Uyuni. Zwiedzanie tej najsłynniejszej atrakcji Boliwii najczęściej odbywa się w formie trzydniowej wycieczki „all – inclusive” (możliwe są także dłuższe warianty), gdzie w cenie pakietu zawarte są noclegi wraz z wyżywieniem i towarzystwo kierowcy, będącego jednocześnie przewodnikiem. Poruszanie się po solnej pustyni jest możliwe (czyt. rozsądne) tylko w pojeździe 4×4, a robienie tego na własną rękę wydaje się raczej sztuką dla sztuki niż logicznym rozwiązaniem. Tym razem idę na całość i korzystam z agencji, zajmującej chlubne, pierwsze miejsce w rankingu na Tripadvisorze. Cena wydaje się dosyć rozsądna i całkiem konkurencyjna, a dzięki wybraniu opcji z hiszpańskojęzycznym przewodnikiem, jest prawie o 1/3 tańsza niż wariant anglojęzyczny (kierowcy zazwyczaj mówią tylko po hiszpańsku, a dodatkowy tłumacz to jedno miejsce mniej w samochodzie, które można sprzedać w cenie wycieczki). Dzięki umiejętnościom pertraktacyjnym Alberto udaje nam się dodatkowo zbić jeszcze cenę o kilkaset bolivarów.

Read more

Pożegnanie z górami

Postanowienie trzymania się z dala od gór, szybko zostaje złamanie. Bliskość wszech otaczających mnie szczytów, spoglądających na mnie z każdego zakątka La Paz, zmusza mnie do działania. Nawet dosyć regularne opady nawiedzające miasto popołudniami, nie niwelują mojego zapału do zmierzenia się z pobliskimi szlakami. Jest z czego wybierać. W paśmie Cordilliera Real, w pobliżu którego obecnie się znajduję, jest kilkanaście tras trekkingowych podążających śladami inkaskiej sieci dróg. Z trzech najbardziej popularnych (Takesi, El Choro i Yungas) decyduję się zacząć od El Choro, którego 57 kilometrowa trasa, prowadząca w większości w dół, wydaje mi się dobrym okazją do sprawdzenia swoich sił. Tak naprawdę ma to być rozgrzewka przed, kiełkująca się w mojej głowie, wyprawą na sześciotysięcznik Wayna Potosi. Zanim to jednak nadejdzie, czeka mnie trzydniowy marsz i gwałtowna zmiana klimatu podczas schodzenia z wysokich gór do wilgotnej dżungli.

Read more

Dramat w Andach

Jednym z najpopularniejszych trekingów w paśmie Cordilliera Blanca jest Santa Cruz trek. Po spędzeniu kilkunastu dni w Huaraz i odbyciu kursu skałkowego, postanawiam powrócić na szlak i za cel obieram sobie zrealizowanie tej słynnej 4 dniowej trasy. Mając w pamięci trudy Salkantay Treku, długo waham się nad skorzystaniem z usług agencji i pokonaniem drogi jako członek zorganizowanej grupy. Ceny wydają się na tyle wyśrubowane, że opcja wykupienia wycieczki jest niezwykle kusząca. Ostatecznie pseudo ambicja bierze jednak górę i w przypływie chwili kupuję w supermarkecie zapasy pożywienia na 4 dni, by następnego poranka o 6:00 być już w collectivo zmierzającym do Yungay.

Read more

Góry i laguny

Do Huaraz przybywam z mocnym postanowieniem wypoczęcia i zwolnienia tempa wyprawy. Ostatnie dwa miesiące były nieustanną pogonią za kolejnymi atrakcjami, pod presją zbliżającego się powrotu Sybilli do Polski. Teraz, mając w zapasie więcej czasu, postanawiam zadomowić się w jednym miejscu na dłużej. Mimo, że wizyta w Huaraz oznacza de facto cofnięcie się na północ Peru, wizja malowniczych trekingów wzdłuż pasma sześćiotysięczników pobudza moją wyobraźnię i przekonuje do słuszności podjętej decyzji.

Read more

El Misti

Górujący nad Arequipą wulkan El Misti nie daje mi spokoju. Nie wiem czy jest to potrzeba sprawdzenia siebie i przełamania kolejnej granicy wysokości, czy zwykła chęć zabicia pozostałego do wylotu do Limy czasu. Po powrocie z kanionu Colca zapada ostateczna decyzja i postanawiam poszukać agencji chętnej do zaopiekowania się moimi pieniędzmi. Wspinaczka ma potrwać dwa dni, a ja mam niewiele czasu by znaleźć odpowiednią firmę. Obchodzę wszystkie znane mi i polecane w przewodnikach miejsca, lecz wszędzie jestem jedynym chętnym na taki rodzaj aktywności, w podanych przeze mnie datach. Szczęście uśmiecha się do mnie późnym wieczorem, w ostatni dzień przed finalnym terminem. W akcie desperacji zachodzę do kompletnie nieznanej mi agencji i bingo! Jest grupa i jutro z rana ruszamy!

Read more

W wysokich Andach kondor wielkie jajo zniósł…

Szukając kolejnych wrażeń, po spędzeniu w Cusco wystarczająco sporo czasu, swoje kroki kieruję do Arequipy. Położone w cieniu wulkanu El Misti i szczytu Chachani, drugie co do wielkości peruwiańskie miasto, zostaje moim domem na kilka następnych dni. Pierwsze z nich poświęcam na odpoczynek i zwiedzenie lokalnych atrakcji. Najciekawsze z nich wydają się Monastery de Santa Catalina i Museo Santuarios Andinos. 

Read more

Jak nie zwiedzać Rainbow Mountain

Bardzo nie lubię zorganizowanych wycieczek. Kryterium jakości w większości przypadków jest cena, a przy budżetowym wyjeździe trzeba liczyć się z każdą złotówką każdym dolarem. W Peru, w miejscowościach turystycznych, ceny atrakcji szyte są najczęściej pod turystów amerykańskich i kwoty niektórych, bardziej wymagających wycieczek są poza zasięgiem przeciętnego zjadacza chleba. Czasem jednak, do pewnych miejsc nie da się dotrzeć samemu lub podróż ta jest nieopłacalna. Tak jest w przypadku niezwykle kolorowej, wznoszącej się na wysokość 5200 m n.p.m Rainbow Mountain. Góra swoją wielobarwność zawdzięcza bogatej kolekcji minerałów o różnorodnej strukturze chemicznej. W Cusco dosłownie każda agencja ma w ofercie jednodniową wycieczkę na Vinicunca, a ceny kształtują się na poziomie 50-100 soli.

Read more

Wszystko za Machu Picchu

Pierwsze dni w Cusco poświęcamy na aklimatyzację i zbadanie ofert lokalnych biur turystycznych. Naszą wizytę na Machu Picchu chcemy poprzedzić kilkudniowym trekkingiem, którego zwieńczeniem miałoby być odwiedzenie najsłynniejszej atrakcji w całej Ameryce Południowej. Zdajemy sobie sprawę, że przejście Inca Trail jest niemożliwe ze względu na dzienny limit 500 osób i konieczność zarezerwowania miejsca minimum 3 miesiące wcześniej. Okazuje się jednak, że do Machu Picchu prowadzi kilkanaście różnych dróg, z których najciekawszą wydaje się Salkantay Trek. Najpopularniejszy wariant trwa 5 dni, a jego kluczowym momentem jest wspięcie się na przełęcz na wysokości 4630 m n.p.m. Zdecydowana większość turystów decyduje się skorzystać z usług biur turystycznych, które oferują asystę przewodnika wraz z tragarzami, pełne wyżywienie, a nawet noclegi w specjalnych kapsuło-namiotach z wygodnym łóżkami w środku. Nie chcąc jednak iść drogą na skróty i odbierać sobie finalnej satysfakcji, a przy tym oszczędzając kilkaset dolarów, postanawiamy przebyć trasę bez niczyjej pomocy.

Read more

El Camino del Inca

Ekwadorska wersja najsłynniejszej drogi trekkingowej w Południowej Ameryce nie zapewnia z pewnością tak spektakularnego finiszu jak jej peruwiański odpowiednik, lecz jeśli chodzi o widoki na pewno nie ma się czego wstydzić. W 2014 roku system dróg Qhapac Ñan (z języka keczuańskiego droga Inków), rozciągający się przez całe Andy, został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Póki co nie widać jednak zbyt wielu działań mających na celu popularyzację poszczególnych odcinków. Przygotowując się do pokonania tej trzydniowej trasy, znalazłem zaledwie kilka relacji odnośnie przejścia na własną rękę drogi od Achupallas do Ingapirca. Będąc jeszcze w Quito i nie mając świadomości o istnieniu aplikacji maps.me, udaliśmy się do Instituto Geografico Militar, w celu zakupienia topograficznej mapy z zaznaczonym interesującym nas szlakiem. Myślałem, że w środku będzie coś na wzór księgarni, gdzie miła pani z obsługi wskaże mi właściwą pozycję. Okazało się jednak, że w obiekcie wojskowym trzeba najpierw uzyskać przepustkę co, z powodu braku paszportu (mieliśmy tylko zdjęcia), wymagało kilkuminutowej pertraktacji ze strażnikiem. Z zezwoleniem w ręce udaliśmy się do odpowiedniego pomieszczenia. Przed zakupem pracownik instytutu pokazał nam na komputerze skany zdjęć konkretnych wycinków map, a następnie po uiszczeniu opłaty, wydrukował je i szczelnie zapakował. Okazało się, że fizyczna wersja to trzy arkusze papieru w formacie A1, wyglądające bardzo profesjonalnie. Odczucie jakby zdobyło się plany ważnego rządowego budynku. Oczywiście finalnie, po pobraniu aplikacji, nie było potrzeby używania map, a  noszenie ich przez miesiąc zajmowało cenne miejsce w plecaku.

Read more

Quilotoa loop

Po zwiedzeniu Quito i jego najbliższych okolic, postanowiliśmy przemieścić się na południe. Złapaliśmy autobus do Latacungi, która miała zostać naszą bazą wypadową na najbliższe dni. Sama miejscowość jest absolutnie nieciekawa i nie ma w niej nic godnego uwagi. Jej strategiczne umiejscowienie sprawia jednak, że pełni rolę małego centrum przesiadkowego. W mieście nie brakuje agencji turystycznych sprzedających drogie wycieczki, które można zrealizować samodzielnie za ułamek ceny. Zdając sie na własne siły, postanowiliśmy zrealizować jedną z  nich.

Read more

© 2019 Losy pulosa. All rights reserved.

Theme by Anders Norén.