Losy pulosa

Menu Close

Page 2 of 3

Góry i laguny

Do Huaraz przybywam z mocnym postanowieniem wypoczęcia i zwolnienia tempa wyprawy. Ostatnie dwa miesiące były nieustanną pogonią za kolejnymi atrakcjami, pod presją zbliżającego się powrotu Sybilli do Polski. Teraz, mając w zapasie więcej czasu, postanawiam zadomowić się w jednym miejscu na dłużej. Mimo, że wizyta w Huaraz oznacza de facto cofnięcie się na północ Peru, wizja malowniczych trekingów wzdłuż pasma sześćiotysięczników pobudza moją wyobraźnię i przekonuje do słuszności podjętej decyzji.

Read more

El Misti

Górujący nad Arequipą wulkan El Misti nie daje mi spokoju. Nie wiem czy jest to potrzeba sprawdzenia siebie i przełamania kolejnej granicy wysokości, czy zwykła chęć zabicia pozostałego do wylotu do Limy czasu. Po powrocie z kanionu Colca zapada ostateczna decyzja i postanawiam poszukać agencji chętnej do zaopiekowania się moimi pieniędzmi. Wspinaczka ma potrwać dwa dni, a ja mam niewiele czasu by znaleźć odpowiednią firmę. Obchodzę wszystkie znane mi i polecane w przewodnikach miejsca, lecz wszędzie jestem jedynym chętnym na taki rodzaj aktywności, w podanych przeze mnie datach. Szczęście uśmiecha się do mnie późnym wieczorem, w ostatni dzień przed finalnym terminem. W akcie desperacji zachodzę do kompletnie nieznanej mi agencji i bingo! Jest grupa i jutro z rana ruszamy!

Read more

W wysokich Andach kondor wielkie jajo zniósł…

Szukając kolejnych wrażeń, po spędzeniu w Cusco wystarczająco sporo czasu, swoje kroki kieruję do Arequipy. Położone w cieniu wulkanu El Misti i szczytu Chachani, drugie co do wielkości peruwiańskie miasto, zostaje moim domem na kilka następnych dni. Pierwsze z nich poświęcam na odpoczynek i zwiedzenie lokalnych atrakcji. Najciekawsze z nich wydają się Monastery de Santa Catalina i Museo Santuarios Andinos. 

Read more

Jak nie zwiedzać Rainbow Mountain

Bardzo nie lubię zorganizowanych wycieczek. Kryterium jakości w większości przypadków jest cena, a przy budżetowym wyjeździe trzeba liczyć się z każdą złotówką każdym dolarem. W Peru, w miejscowościach turystycznych, ceny atrakcji szyte są najczęściej pod turystów amerykańskich i kwoty niektórych, bardziej wymagających wycieczek są poza zasięgiem przeciętnego zjadacza chleba. Czasem jednak, do pewnych miejsc nie da się dotrzeć samemu lub podróż ta jest nieopłacalna. Tak jest w przypadku niezwykle kolorowej, wznoszącej się na wysokość 5200 m n.p.m Rainbow Mountain. Góra swoją wielobarwność zawdzięcza bogatej kolekcji minerałów o różnorodnej strukturze chemicznej. W Cusco dosłownie każda agencja ma w ofercie jednodniową wycieczkę na Vinicunca, a ceny kształtują się na poziomie 50-100 soli.

Read more

Dżungla

Po powrocie z Machu Picchu wypoczywamy kilka dni w Cusco, u sprawdzonych gospodarzy z airbnb. Od początku naszego przyjazdu do Ameryki Południowej wiedzieliśmy, że jednym z obowiązkowych punktów podróży, będzie wizyta w rezerwacie wchodzącym w skład amazońskiego lasu deszczowego. Krótkie rozeznanie w ofertach biur podróży, uświadamia nam, że wyprawa do dżungli może pochłonąć więcej pieniędzy niż się spodziewaliśmy. Początkowo chcieliśmy udać się do Parku Narodowego Manú, lecz kilkudniowe wycieczki rozpoczynały się od ponad 600$ od osoby. Dotarcie do granic parku we własnym zakresie też nie należy do najłatwiejszych, a ze względu na nasze ograniczenie czasowe, jesteśmy zmuszeni szukać innych alternatyw. Ostatecznie decydujemy się na 12h podróż do Puerto Maldonado, miasteczka znajdującego się de facto wewnątrz Amazonii. Jedziemy w ciemno, mając nadzieję na zorganizowanie wszystkiego na miejscu.

Read more

Wszystko za Machu Picchu

Pierwsze dni w Cusco poświęcamy na aklimatyzację i zbadanie ofert lokalnych biur turystycznych. Naszą wizytę na Machu Picchu chcemy poprzedzić kilkudniowym trekkingiem, którego zwieńczeniem miałoby być odwiedzenie najsłynniejszej atrakcji w całej Ameryce Południowej. Zdajemy sobie sprawę, że przejście Inca Trail jest niemożliwe ze względu na dzienny limit 500 osób i konieczność zarezerwowania miejsca minimum 3 miesiące wcześniej. Okazuje się jednak, że do Machu Picchu prowadzi kilkanaście różnych dróg, z których najciekawszą wydaje się Salkantay Trek. Najpopularniejszy wariant trwa 5 dni, a jego kluczowym momentem jest wspięcie się na przełęcz na wysokości 4630 m n.p.m. Zdecydowana większość turystów decyduje się skorzystać z usług biur turystycznych, które oferują asystę przewodnika wraz z tragarzami, pełne wyżywienie, a nawet noclegi w specjalnych kapsuło-namiotach z wygodnym łóżkami w środku. Nie chcąc jednak iść drogą na skróty i odbierać sobie finalnej satysfakcji, a przy tym oszczędzając kilkaset dolarów, postanawiamy przebyć trasę bez niczyjej pomocy.

Read more

Mancora – Trujillo – Lima

Mancora

Do Mancory docieramy nad ranem, całkowicie wyczerpani całonocną podróżą autobusem. Pokonanie 350 kilometrowego odcinka z Ekwadoru do Peru zajmuje nam prawie dwanaście godzin, z czego cztery spędzamy, w środku nocy, na przejściu granicznym. Wbicie dwóch stempli do paszportu okazuje się być niezwykle skomplikowaną procedurą. O ile pieczątkę wyjazdową udaje nam się zdobyć w dosyć krótkim czasie, to przy peruwiańskim stanowisku giniemy w niekończącej się kolejce ludzi. Dwóch oficerów obsługuje kilka autobusów, a każdy petent musi odpowiedzieć na szereg standardowych pytań, złożyć odciski palców i zapozować do obowiązkowego zdjęcia. Dodatkowo, jedną urzędniczkę przerasta obsługa komputera wraz z czytnikiem, a jej tempo pracy jest trzy razy wolniejsze od siedzącego obok kolegi.

Read more

Ekwador – podsumowanie kosztów

Czytając wszelkiej maści blogi podróżnicze zawsze mierziło mnie podejście ludzi do ukrywania wydatków poniesionych w trakcie trwania wyjazdu. Jest to kluczowa sprawa przy planowaniu podróży, a świadomość czekających nas kosztów pozwala na lepsze gospodarowanie zasobami finansowymi. Mało jest osób, które nie muszą się całkiem martwić o pieniądze i mają nieograniczony budżet. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, postanowiłem skrzętnie notować wszelkie poniesione, podczas naszej podróży po Ameryce Południowej, wydatki. Posłużyła mi do tego aplikacja spending (do pobrania bezpłatnie na ios i androida), dzięki której moje zbieranie danych, po małej konfiguracji, sprowadzało się tylko do wpisywania kwoty każdego wydatku. Starałem się to robić w miarę skrupulatnie i do każdej pozycji dodawałem krótki wyjaśniający opis (zazwyczaj po hiszpańsku lub angielsku). 

Read more

El Camino del Inca

Ekwadorska wersja najsłynniejszej drogi trekkingowej w Południowej Ameryce nie zapewnia z pewnością tak spektakularnego finiszu jak jej peruwiański odpowiednik, lecz jeśli chodzi o widoki na pewno nie ma się czego wstydzić. W 2014 roku system dróg Qhapac Ñan (z języka keczuańskiego droga Inków), rozciągający się przez całe Andy, został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Póki co nie widać jednak zbyt wielu działań mających na celu popularyzację poszczególnych odcinków. Przygotowując się do pokonania tej trzydniowej trasy, znalazłem zaledwie kilka relacji odnośnie przejścia na własną rękę drogi od Achupallas do Ingapirca. Będąc jeszcze w Quito i nie mając świadomości o istnieniu aplikacji maps.me, udaliśmy się do Instituto Geografico Militar, w celu zakupienia topograficznej mapy z zaznaczonym interesującym nas szlakiem. Myślałem, że w środku będzie coś na wzór księgarni, gdzie miła pani z obsługi wskaże mi właściwą pozycję. Okazało się jednak, że w obiekcie wojskowym trzeba najpierw uzyskać przepustkę co, z powodu braku paszportu (mieliśmy tylko zdjęcia), wymagało kilkuminutowej pertraktacji ze strażnikiem. Z zezwoleniem w ręce udaliśmy się do odpowiedniego pomieszczenia. Przed zakupem pracownik instytutu pokazał nam na komputerze skany zdjęć konkretnych wycinków map, a następnie po uiszczeniu opłaty, wydrukował je i szczelnie zapakował. Okazało się, że fizyczna wersja to trzy arkusze papieru w formacie A1, wyglądające bardzo profesjonalnie. Odczucie jakby zdobyło się plany ważnego rządowego budynku. Oczywiście finalnie, po pobraniu aplikacji, nie było potrzeby używania map, a  noszenie ich przez miesiąc zajmowało cenne miejsce w plecaku.

Read more

Cuenca i Nariz del Diablo – pierwsze rozczarowanie

Do Cuenci przyjeżdżamy mając już gotowy plan działania na najbliższy tydzień. Pierwsze dwa dni postanawiamy przeznaczyć na zwiedzenie miasta. Początek naszego pobytu nie jest jednak zachęcający. Szukając na szybko lokum, daję się nabrać w klasyczną pułapkę odpowiednio wyselekcjonowanych zdjęć. Pokój, który rezerwuję na Airbnb, pomimo pozytywnych ocen, okazuje się klitką bez okien z sufitem na wysokości mojej głowy. Toaleta w dobudówce i prysznic bez światła z mocno letnią wodą dopełniają obrazu tego miejsca. Całodniowe łażenie po mieście, ze świadomością warunków w jakich przyjdzie nam spędzić noc, przebiega w grobowej atmosferze. Postanawiamy się ewakuować i pomimo opłaconych dwóch dni znaleźć zastępcze mieszkanie. Tym razem, poprzez skrupulatną selekcję, trafiamy do domu prowadzonego przez Garego – 60 letniego amerykańskiego weganina. Jest o trzy klasy lepiej, więc i atmosfera szybko się poprawia.

Read more

© 2019 Losy pulosa. All rights reserved.

Theme by Anders Norén.