Jedną z atrakcji Quito jest najwyższa kolejka liniowa w Ameryce Południowej Teleferiqo. Otwarta w 2005 roku, pozwala ona na podziwianie panoramy miasta z wysokości 4050m n.p.m. Cały przejazd trwa około 18 min,  a koszt tej przyjemnośći wynosi 8,5$.

Przejazd kolejką był dla nas tylko wstępem do podejścia na szczyt pobliskiego wulkanu Rucu Pichincha wznoszącego się 4696m n.p.m. Pobieżna analiza trasy wskazywała na niewymagający trekking, trwający około trzech godzin. Początek mieliśmy nie najgorszy i żwawym tempem pokonywaliśmy kolejne metry.

Na miejscu okazało się jednak, że głównym wyzwaniem nie są trudnośći techniczne trasy, lecz nasze fizyczne ograniczenia wynikające z niedostatecznej aklimatyzacji.  Mieliśmy nadzieję, że trzy dni spędzone w Quito, które samo w sobie jest usytuowane na wysokości 2700m n.p.m., pozwoli nam na bezproblemowe zdobycie szczytu. Nie ukrywam, że wchodziło mi się cieżko, a przy samym końcu, gdzie czekało na nas całkiem strome podejście musiałem przystawać co kilka kroków by złapać oddech.

Dodatkowym problem okazała się także pogoda, która diametralnie się zmieniła wraz ze wrostem wysokości. Przy podstawie kolejki było słonecznie i pogodnie, na górze okazało się, że sam szczyt jest zasnuty gęstymi chmurami. Sybilla zwana Werterem, dodatkowo cierpiała z powodu obcierających ją butów i braku odpowiedniej warstwy terminecznej.

Mimo wszystkich przeciwności losu udało nam się dotrzeć na szczyt i bezpiecznie z niego wrócić.

Niech za podsumowanie wyprawy posłużą dwa filmiki nagrane przed  i po zdobyciu Rucu Pichincha (wieje więc słaby dźwięk).