Losy pulosa

Menu Close

Isla del Sol i polityka w tle

Po górskich perypetiach i małej regeneracji w La Paz łapię autobus do Copacabane, miejscowości będącej przystankiem na drodze do zwiedzania boliwijskiej części jeziora Tikitaka. Przyjeżdżam dosyć późno i po zameldowaniu się w najtańszym hostelu, kieruję się prosto na wzgórze Calvario. Po krótkiej wspinaczce mogę cieszyć się panoramą miasta i obserwuję niezwykły spektakl zbliżającej się burzy, której granica wyraźnie maluje się na horyzoncie. Copacabane ma z pewnością o wiele mniej do zaoferowania niż jej brazylijski imiennik i oprócz kilku ruin inkaskich w okolicy, które na nikim nie robią wrażenia, jest to głównie baza wypadowa na największą wyspę (70 km²) jeziora Tikitaka – Isla del Sol. Wyspę, na której od prawie dwóch lat, toczy się konflikt, wyrządzający szkodę zarówno turystom jak i samym mieszkańcom.

Isla del Sol podzielona jest na trzy części: południową, środkową i północną, zamieszkiwaną odpowiednio przez trzy lokalne społeczności Yumani, Cha’lla i Cha’llapampa. Część południowa wyspy leży najbliżej Copacabane i stanowi także bazę wypadową do małej wysepki Isla de La Luna (ze swoją lokalną społecznością w liczbie 25 osób). Lokalny port jest również centrum przesiadkowym, gdzie można złapać łódkę do północnej części wyspy (opcja dla leniwych). Dzięki swojemu uprzywilejowanemu położeniu społeczność Yumani posiada najbardziej rozwiniętą infrastrukturę turystyczną i czerpie dzięki temu największe zyski. W przypadku nocowania na wyspie, naturalnym wyborem jest szukanie zakwaterowania w jej południowej części, zapewniającej najszybszy powrót na stały ląd.

Najliczniejsza społeczność Cha’lla okupuje centralną część wyspy, stanowiącą tak naprawdę około 90% powierzchni podziału administracyjnego. Cha’llapampa to z kolei odłam Cha’lla, zamieszkujący wioskę Challapampa (a jak!), w której mieści się port do zwiedzania północnej części Isla del Sol. W ich okolicy znajdują się również ruiny Chincana, chętnie odwiedzane przez turystów. Dzięki temu przychody z wizyt są całkiem spore, a społeczność prężnie się rozwija. 

Nie trudno zauważyć, że ludzie Cha’lla pomimo bycia najliczniejszą grupą, są niejako pokrzywdzeni przez swoje położenie i odcięcie od portów przesiadkowych. Każda społeczność pobiera niewielką  opłatę (przypadkiem pomijaną przez agencje turystyczne) za wstęp na ich teren, co stanowi niemałą część wszystkich przychodów. Najpopularniejszą atrakcją Isla de La Sol jest szlak wiodący od południowej do północnej części wyspy, którego przebycie zajmuje około 3-4h i pozwala na podziwianie jeziora Tikitaka z każdej strony. Chcąc zwiększyć swoje zyski Cha’lla niecałe dwa lat temu zaczęli budowę w pobliży północnej części wyspy dodatkowych pensjonatów, mających zachęcić turystów do noclegu i zasileniu lokalnego budżetu. Rozpoczęto także konstrukcję nowego portu, mającego przerwać dominację  Cha’llapampa jeśli chodzi o dostęp do północnej części Isla de la Sol. Nie spodobało się to bardzo mieszkańcom Challapampy, którzy postanowili rozwiązać problem przy pomocy dynamitu i pod osłoną nocy zniszczyli wszystkie nowo powstałe budowle. Oficjalnym tłumaczeniem było rzekome nierespektowanie odległości do miejsc sakralnych. Nie trudno się domyślić, że spowodowało to dosyć gwałtowną reakcje Cha’lla, którzy stwierdzili, że odetną po prostu dostęp do północnej części wyspy i zakażą przejścia przez swoje terytorium. Chytry dwa razy traci i od marca 2017 dostęp do północnej i centralnej części (coby przypadkiem turyści nie doszli do wioski Challapampa) jest oficjalnie wzbroniony. Zwiedzający wysadzani są w wiosce Yungay (którym udało się zachować neutralność w konflikcie i zyskują na tym najwięcej), a przy próbach przekroczenia granicy są grzecznie, acz stanowczo zawracani. Tym samym dostęp do wyspy dla turystów jest ograniczony do jakiegoś 10% jej terytorium. Oczywiście o fakcie tym nie mówi się głośno i nie znając sytuacji łatwo o spore rozczarowanie.

Przyjeżdżając nad jezioro Tikitaka zdawałem sobie sprawę z konfliktu nie znałem jednak jego skali i przyczyn. Dotarcie na wyspę zajmuje około 1,5h i jeśli nie chce się dodatkowo zwiedzać Isla de la Luna, na obchód jej południowej części, w przypadku jednodniowej wycieczki, można poświęcić maksymalnie 6h. O godzinie 16:00 odpływa ostatnia łódka powrotna do Copacabane. Isla del Sol składa się z niezliczonej ilości pagórków, których pokonanie wynagradzane jest widokami na bezkres otaczającego nas jeziora. Obchód południowej części wyspy zajmuje mi kilka godzin i niepocieszony blokadą odcinająca dostęp do atrakcji znajdujących się na północy udaję się w kierunku posterunku z dumnie wywieszoną czerwoną flagą. Po dotarciu na miejsce, wygrzewający się na słońcu miejscowi, grzecznie mnie zawracają i w krótkiej rozmowie tłumaczą przyczyny konfliktu. Argumenty o obopólnych stratach finansowych ponoszonych przez zwaśnione społeczności zbywane są wzruszeniem ramion, co nie wróży szybkiego rozwiązania sprawy. Na upartego, blokadę można obejść zbaczając z głównego szlaku, lecz postanawiam respektować lokalne reguły. Po krótkim wahaniu postanawiam przenocować na wyspie i złapać powrotną motorówkę nad ranem. O ile ceny żywności są prawie 50% wyższe niż na lądzie, o tyle zakwaterowanie można znaleźć w całkiem przyzwoitej cenie. Widać dużo pustych pensjonatów, które dopiero przygotowują się na szczyt sezonu. Słoneczna pogoda towarzysząca mi przez cały dzień psuje się pod wieczór i nadciągające chmury nie pozwalają mi na podziwianie zachodu słońca. Szybko robi się bardzo zimno i chowam się w moim mikroskopijnym pokoiku.

Nad ranem postanawiam zrobić jeszcze krótki spacer na okoliczne wzgórze, gdzie w towarzystwie lam zbieram siły przed kolejnym dniem, który będzie się składał głównie z jazdy autobusem. W drodze na wzniesienie napotykam na boisko do piłki nożnej, które tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że cała Ameryka Południowa daży jednakową miłością ten najpopularniejszy sport na świecie. Isla de la Sol opuszczam z pewną dozą rozczarowania i wrażeniem nie do końca wykorzystanego potencjału tego miejsca (który to już raz!). Wracam do La Paz, by stamtąd kontynuować moją wyprawę po Boliwii. 

Ps. Ostatnio dużo się działo i mało było warunków do pisania, dlatego stąd taka długa przerwa w pisaniu. Teraz zapowiada się, że będę miał dużo więcej czasu, dlatego bardzo proszę wszystkich moich pięciu czytelników o pozostanie ze mną!

© 2019 Losy pulosa. All rights reserved.

Theme by Anders Norén.