Losy pulosa

Menu Close

Miesiąc: Wrzesień 2018

Dżungla

Po powrocie z Machu Picchu wypoczywamy kilka dni w Cusco, u sprawdzonych gospodarzy z airbnb. Od początku naszego przyjazdu do Ameryki Południowej wiedzieliśmy, że jednym z obowiązkowych punktów podróży, będzie wizyta w rezerwacie wchodzącym w skład amazońskiego lasu deszczowego. Krótkie rozeznanie w ofertach biur podróży, uświadamia nam, że wyprawa do dżungli może pochłonąć więcej pieniędzy niż się spodziewaliśmy. Początkowo chcieliśmy udać się do Parku Narodowego Manú, lecz kilkudniowe wycieczki rozpoczynały się od ponad 600$ od osoby. Dotarcie do granic parku we własnym zakresie też nie należy do najłatwiejszych, a ze względu na nasze ograniczenie czasowe, jesteśmy zmuszeni szukać innych alternatyw. Ostatecznie decydujemy się na 12h podróż do Puerto Maldonado, miasteczka znajdującego się de facto wewnątrz Amazonii. Jedziemy w ciemno, mając nadzieję na zorganizowanie wszystkiego na miejscu.

Read more

Wszystko za Machu Picchu

Pierwsze dni w Cusco poświęcamy na aklimatyzację i zbadanie ofert lokalnych biur turystycznych. Naszą wizytę na Machu Picchu chcemy poprzedzić kilkudniowym trekkingiem, którego zwieńczeniem miałoby być odwiedzenie najsłynniejszej atrakcji w całej Ameryce Południowej. Zdajemy sobie sprawę, że przejście Inca Trail jest niemożliwe ze względu na dzienny limit 500 osób i konieczność zarezerwowania miejsca minimum 3 miesiące wcześniej. Okazuje się jednak, że do Machu Picchu prowadzi kilkanaście różnych dróg, z których najciekawszą wydaje się Salkantay Trek. Najpopularniejszy wariant trwa 5 dni, a jego kluczowym momentem jest wspięcie się na przełęcz na wysokości 4630 m n.p.m. Zdecydowana większość turystów decyduje się skorzystać z usług biur turystycznych, które oferują asystę przewodnika wraz z tragarzami, pełne wyżywienie, a nawet noclegi w specjalnych kapsuło-namiotach z wygodnym łóżkami w środku. Nie chcąc jednak iść drogą na skróty i odbierać sobie finalnej satysfakcji, a przy tym oszczędzając kilkaset dolarów, postanawiamy przebyć trasę bez niczyjej pomocy.

Read more

Mancora – Trujillo – Lima

Mancora

Do Mancory docieramy nad ranem, całkowicie wyczerpani całonocną podróżą autobusem. Pokonanie 350 kilometrowego odcinka z Ekwadoru do Peru zajmuje nam prawie dwanaście godzin, z czego cztery spędzamy, w środku nocy, na przejściu granicznym. Wbicie dwóch stempli do paszportu okazuje się być niezwykle skomplikowaną procedurą. O ile pieczątkę wyjazdową udaje nam się zdobyć w dosyć krótkim czasie, to przy peruwiańskim stanowisku giniemy w niekończącej się kolejce ludzi. Dwóch oficerów obsługuje kilka autobusów, a każdy petent musi odpowiedzieć na szereg standardowych pytań, złożyć odciski palców i zapozować do obowiązkowego zdjęcia. Dodatkowo, jedną urzędniczkę przerasta obsługa komputera wraz z czytnikiem, a jej tempo pracy jest trzy razy wolniejsze od siedzącego obok kolegi.

Read more

© 2019 Losy pulosa. All rights reserved.

Theme by Anders Norén.