Losy pulosa

Menu Close

Kategoria: Ekwador

Ekwador – podsumowanie kosztów

Czytając wszelkiej maści blogi podróżnicze zawsze mierziło mnie podejście ludzi do ukrywania wydatków poniesionych w trakcie trwania wyjazdu. Jest to kluczowa sprawa przy planowaniu podróży, a świadomość czekających nas kosztów pozwala na lepsze gospodarowanie zasobami finansowymi. Mało jest osób, które nie muszą się całkiem martwić o pieniądze i mają nieograniczony budżet. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, postanowiłem skrzętnie notować wszelkie poniesione, podczas naszej podróży po Ameryce Południowej, wydatki. Posłużyła mi do tego aplikacja spending (do pobrania bezpłatnie na ios i androida), dzięki której moje zbieranie danych, po małej konfiguracji, sprowadzało się tylko do wpisywania kwoty każdego wydatku. Starałem się to robić w miarę skrupulatnie i do każdej pozycji dodawałem krótki wyjaśniający opis (zazwyczaj po hiszpańsku lub angielsku). 

Read more

El Camino del Inca

Ekwadorska wersja najsłynniejszej drogi trekkingowej w Południowej Ameryce nie zapewnia z pewnością tak spektakularnego finiszu jak jej peruwiański odpowiednik, lecz jeśli chodzi o widoki na pewno nie ma się czego wstydzić. W 2014 roku system dróg Qhapac Ñan (z języka keczuańskiego droga Inków), rozciągający się przez całe Andy, został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Póki co nie widać jednak zbyt wielu działań mających na celu popularyzację poszczególnych odcinków. Przygotowując się do pokonania tej trzydniowej trasy, znalazłem zaledwie kilka relacji odnośnie przejścia na własną rękę drogi od Achupallas do Ingapirca. Będąc jeszcze w Quito i nie mając świadomości o istnieniu aplikacji maps.me, udaliśmy się do Instituto Geografico Militar, w celu zakupienia topograficznej mapy z zaznaczonym interesującym nas szlakiem. Myślałem, że w środku będzie coś na wzór księgarni, gdzie miła pani z obsługi wskaże mi właściwą pozycję. Okazało się jednak, że w obiekcie wojskowym trzeba najpierw uzyskać przepustkę co, z powodu braku paszportu (mieliśmy tylko zdjęcia), wymagało kilkuminutowej pertraktacji ze strażnikiem. Z zezwoleniem w ręce udaliśmy się do odpowiedniego pomieszczenia. Przed zakupem pracownik instytutu pokazał nam na komputerze skany zdjęć konkretnych wycinków map, a następnie po uiszczeniu opłaty, wydrukował je i szczelnie zapakował. Okazało się, że fizyczna wersja to trzy arkusze papieru w formacie A1, wyglądające bardzo profesjonalnie. Odczucie jakby zdobyło się plany ważnego rządowego budynku. Oczywiście finalnie, po pobraniu aplikacji, nie było potrzeby używania map, a  noszenie ich przez miesiąc zajmowało cenne miejsce w plecaku.

Read more

Cuenca i Nariz del Diablo – pierwsze rozczarowanie

Do Cuenci przyjeżdżamy mając już gotowy plan działania na najbliższy tydzień. Pierwsze dwa dni postanawiamy przeznaczyć na zwiedzenie miasta. Początek naszego pobytu nie jest jednak zachęcający. Szukając na szybko lokum, daję się nabrać w klasyczną pułapkę odpowiednio wyselekcjonowanych zdjęć. Pokój, który rezerwuję na Airbnb, pomimo pozytywnych ocen, okazuje się klitką bez okien z sufitem na wysokości mojej głowy. Toaleta w dobudówce i prysznic bez światła z mocno letnią wodą dopełniają obrazu tego miejsca. Całodniowe łażenie po mieście, ze świadomością warunków w jakich przyjdzie nam spędzić noc, przebiega w grobowej atmosferze. Postanawiamy się ewakuować i pomimo opłaconych dwóch dni znaleźć zastępcze mieszkanie. Tym razem, poprzez skrupulatną selekcję, trafiamy do domu prowadzonego przez Garego – 60 letniego amerykańskiego weganina. Jest o trzy klasy lepiej, więc i atmosfera szybko się poprawia.

Read more

Wybrzeże Ekwadoru – w poszukiwaniu słońca

Po krótkim i deszczowym pobycie w Baños podejmujemy strategiczną decyzję. Rezygnujemy chwilowo z eksploracji górzystych terenów Ekwadoru i kierujemy się bezpośrednio w stronę oceanu. Nie jest mi łatwo odpuścić Cotopaxi i inne potencjalne góry, ale ze względu na moje przeziębienie i osłabienie organizmu rozsądek zwycięża. Za pierwszy cel obieramy Puerto Lopez – mieścinę będącą punktem wypadowym do Isla de la Plata, nazywanej również Galapagos dla ubogich.

Read more

Baños

Po zaliczeniu trekkingu wokół jeziora Quilotoa postanowiliśmy udać się dalej na południe do miejscowości Baños. Umiejscowiona w niezwykle malowniczej dolinie, otoczonej bujną roślinnością, pełna naturalnych bogactw: gorących źródeł jak i niezliczonych wodospadów, stała się obowiązkowym punktem dla każdego turysty odwiedzającego Ekwador. Zachęceni pozytywnymi opiniami jak i chcący zrewidować negatywne (pozdro Franz), postanowiliśmy zadomowić się tam na następne dwa dni.

Read more

Quilotoa loop

Po zwiedzeniu Quito i jego najbliższych okolic, postanowiliśmy przemieścić się na południe. Złapaliśmy autobus do Latacungi, która miała zostać naszą bazą wypadową na najbliższe dni. Sama miejscowość jest absolutnie nieciekawa i nie ma w niej nic godnego uwagi. Jej strategiczne umiejscowienie sprawia jednak, że pełni rolę małego centrum przesiadkowego. W mieście nie brakuje agencji turystycznych sprzedających drogie wycieczki, które można zrealizować samodzielnie za ułamek ceny. Zdając sie na własne siły, postanowiliśmy zrealizować jedną z  nich.

Read more

Wyprawa na Rucu Pichincha

Jedną z atrakcji Quito jest najwyższa kolejka liniowa w Ameryce Południowej Teleferiqo. Otwarta w 2005 roku, pozwala ona na podziwianie panoramy miasta z wysokości 4050m n.p.m. Cały przejazd trwa około 18 min,  a koszt tej przyjemnośći wynosi 8,5$.

Read more

Otavalo

W każdą sobotę w niewielkim, liczącym około 40 tys mieszkańców miasteczku, 110 km na północ od Quito, odbywa się jeden z najważniejszych targów w całym paśmie Andów. Jego historia sięga czasów pre-inkaskich kiedy to był jedynym miejscem spotkań tubylców na codzień mieszkających w odległych częściach amazońskiej dżungli. Niezwykłe zdolności tkackie mieszkańców Otavalo (otavaleńczyków?) wybiegały daleko poza granice prowincji i spowodowały rozsławienie tego niewielkiego miasteczka na cały kraj. Obecnie Otavalo i jego targ jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych szeroko promowanych przez Ekwadorski rząd.

Read more

Quito – zwiedzanie kościołów, zgubiony śpiwór i zepsuty autobus

Jesteśmy w Quito!

Czwartek upłynął pod znakiem podróży, a do naszego hostelu dotarliśmy bez większych przygód (okazuje się, że w autobusach w Quito niektóre drzwi otwierają się tylko na konkretnych przystankach, więc zmuszeni byliśmy wysiąść trochę dalej niż planowaliśmy). Z powodu małych opóźnień i słońca zachodzącego w okolicach równika już koło 18, jakiekolwiek zwiedzanie zostało zostawione na piątek. Po kolacji dodatkowa tragedia, zorientowaliśmy się, że nie ma śpiwora Sybilli, który najprawdopodobniej wypadł w autobusie. Bez niego się nie obejdzie, ale tym zajmiemy się już jutro.

Read more

© 2019 Losy pulosa. All rights reserved.

Theme by Anders Norén.