Losy pulosa

Menu Close

Kategoria: Boliwia

Najpiękniejsza podróż

Będąc jeszcze w Potosí, przypadkiem natrafiam na poznanego podczas wspólnego zjazdu drogą śmierci, Alberto. Okazuje się zmierza w tym samym kierunku i wyjątkowo nasze plany pokrywają się, co pozwala nam na połączenie sił i wspólne zarezerwowanie wyprawy na Salar de Uyuni. Zwiedzanie tej najsłynniejszej atrakcji Boliwii najczęściej odbywa się w formie trzydniowej wycieczki „all – inclusive” (możliwe są także dłuższe warianty), gdzie w cenie pakietu zawarte są noclegi wraz z wyżywieniem i towarzystwo kierowcy, będącego jednocześnie przewodnikiem. Poruszanie się po solnej pustyni jest możliwe (czyt. rozsądne) tylko w pojeździe 4×4, a robienie tego na własną rękę wydaje się raczej sztuką dla sztuki niż logicznym rozwiązaniem. Tym razem idę na całość i korzystam z agencji, zajmującej chlubne, pierwsze miejsce w rankingu na Tripadvisorze. Cena wydaje się dosyć rozsądna i całkiem konkurencyjna, a dzięki wybraniu opcji z hiszpańskojęzycznym przewodnikiem, jest prawie o 1/3 tańsza niż wariant anglojęzyczny (kierowcy zazwyczaj mówią tylko po hiszpańsku, a dodatkowy tłumacz to jedno miejsce mniej w samochodzie, które można sprzedać w cenie wycieczki). Dzięki umiejętnościom pertraktacyjnym Alberto udaje nam się dodatkowo zbić jeszcze cenę o kilkaset bolivarów.

Read more

Ciężkie jest życie górnika

Po spędzeniu kilkunastu dni na tropieniu dinozaurów, ruszam w dalszą drogą i kieruję się na południe. Moim celem jest miasto Potosi, niegdyś najbogatsza metropolia świata. Swoją sławę zawdzięcza gorączce złota, która wybuchła w drugiej połowie XVI wieku, w czasie hiszpańskich podbojów Nowego Świata. Odkrycie niezwykle zasobnego złoża srebra u stóp spoglądającej na miasto góry Cerro Rico (hiszp. „bogata góra”), spowodowało gwałtowny rozrost osady i napływ tysiąca nowych mieszkańców. Szacuje się, że w czasie największego boomu prawie 80% światowych zasobów srebra było wydobywane właśnie w Potosi. Bogaciło się głównie królestwo Hiszpanii, kosztem rdzennej ludności, wykorzystywanej jako tania siła robocza. Czasy prosperity trwały do około 1650 roku, kiedy to wyeksploatowano większość łatwo dostępnych złóż, a koszta wydobycia surowca znacząco wzrosły. Spowodowało to odpływ ludności, a  populacja miasta skurczyła się z 160 000 do zaledwie 6000 osób. Pod koniec XIX wieku, w Cerro Rico zaczęto wydobywać wcześniej ignorowaną cynę, lecz historia ponownie zatoczyła koło, a krach na światowej giełdzie w 1985 roku (ciekawa historia do poczytania) doprowadził do zamknięcia lub prywatyzacji większości kopalń. 

Read more

Śladami dinozaurów

Do parku narodowego Torotoro (quechua „błotnista pampa”), trafiam przypadkiem, kierując się poleceniami napotkanych podróżników, jak i chęcią zobaczenia czegoś nowego. Wizja odwiedzenia miejsca, którego głównymi atrakcjami są szlaki krajoznawcze, podążające śladami dinozaurów, działa na wyobraźnię. Dotarcie do rezerwatu Torotoro to karkołomna, kilkugodzinna podróż po nieutwardzonej drodze, w wiecznie zapchanym colectivo. Dojeżdżam tam z Cochabamby, miasta którego główną atrakcją jest wielki pomnik Jezusa (z polskim akcentem), spoglądającego groźnie na okolicę z  pobliskiego wzgórza.

Read more

Isla del Sol i polityka w tle

Po górskich perypetiach i małej regeneracji w La Paz łapię autobus do Copacabane, miejscowości będącej przystankiem na drodze do zwiedzania boliwijskiej części jeziora Tikitaka. Przyjeżdżam dosyć późno i po zameldowaniu się w najtańszym hostelu, kieruję się prosto na wzgórze Calvario. Po krótkiej wspinaczce mogę cieszyć się panoramą miasta i obserwuję niezwykły spektakl zbliżającej się burzy, której granica wyraźnie maluje się na horyzoncie. Copacabane ma z pewnością o wiele mniej do zaoferowania niż jej brazylijski imiennik i oprócz kilku ruin inkaskich w okolicy, które na nikim nie robią wrażenia, jest to głównie baza wypadowa na największą wyspę (70 km²) jeziora Tikitaka – Isla del Sol. Wyspę, na której od prawie dwóch lat, toczy się konflikt, wyrządzający szkodę zarówno turystom jak i samym mieszkańcom.

Read more

Pożegnanie z górami

Postanowienie trzymania się z dala od gór, szybko zostaje złamanie. Bliskość wszech otaczających mnie szczytów, spoglądających na mnie z każdego zakątka La Paz, zmusza mnie do działania. Nawet dosyć regularne opady nawiedzające miasto popołudniami, nie niwelują mojego zapału do zmierzenia się z pobliskimi szlakami. Jest z czego wybierać. W paśmie Cordilliera Real, w pobliżu którego obecnie się znajduję, jest kilkanaście tras trekkingowych podążających śladami inkaskiej sieci dróg. Z trzech najbardziej popularnych (Takesi, El Choro i Yungas) decyduję się zacząć od El Choro, którego 57 kilometrowa trasa, prowadząca w większości w dół, wydaje mi się dobrym okazją do sprawdzenia swoich sił. Tak naprawdę ma to być rozgrzewka przed, kiełkująca się w mojej głowie, wyprawą na sześciotysięcznik Wayna Potosi. Zanim to jednak nadejdzie, czeka mnie trzydniowy marsz i gwałtowna zmiana klimatu podczas schodzenia z wysokich gór do wilgotnej dżungli.

Read more

Atrakcje La Paz

Bienvenidos a Bolivia! Po ponad dwóch miesiącach w Peru przyszła pora na małą zmianę otoczenia. Pierwsze kroki w nowym kraju stawiam w La Paz, samozwańczej stolicy Boliwii (oficjalna to Sucre), będącej jedną z najwyżej położonych aglomeracji na świecie (od 3200 do 4100 m.n.p.m). Liczba atrakcji w tym najbiedniejszym kraju Ameryki Południowej (wykluczając ogarniętą hiperinflacją Wenezulę) przyprawia o zawrót głowy i wymusza na mnie ostrą selekcję miejscowości do których planuję się udać.

Read more

© 2019 Losy pulosa. All rights reserved.

Theme by Anders Norén.